Przejdź do treści
FotoBrys
  • Strona główna
  • O mnie
  • Galeria
  • Oferta
    • Fotografia Architektury
    • Fotografia Wnętrz
    • Fotografia Przemysłowa
    • Fotografia Produktowa
    • Fotografia Reklamowa
    • Fotografia Targowa
    • Fotografia Techniczna
    • Fotografia Patentowa
    • Fotografia Archiwizacyjna
    • Fotografia z Drona
    • Galeria
  • Kontakt
  • Blog
blog

Obiektywy

  • 4 października, 20235 października, 2023

Dzisiejszy wpis będzie dosyć osobisty – chciałbym Wam opowiedzieć o sprzęcie  towarzyszącym mi na mojej fotograficznej drodze – obiektywach. Nie będzie to przegląd najnowszych czy najpopularniejszych modeli, a raczej nieco sentymentalny rzut oka w przeszłość. Sprzęt jakiego używałem zmieniał się wraz z postępem technologii i wraz ze mną. Jednak każdy obiektyw, jaki miałem okazję używać, był kolejnym etapem przygody z  fotografią.

Pierwszym typem obiektywów z jakimi miałem do czynienia w latach osiemdziesiątych, kiedy na poważnie zainteresowałem się tą dziedziną, były manualne ze stałą ogniskową i dobrym światłem. Taka kombinacja cech sprawiała, że żeby wykonać  porządne zdjęcie, trzeba było sprawnie zgrać kilka czynników.

Przede wszystkim ręczne ustawianie ekspozycji i ostrości. Ówczesna technologia nie wybaczała błędów. Złe dobranie parametrów skutkowało zmarnowaniem klatki na szpulce filmu. Jednak taka twarda szkoła zmuszała do uważnego używania dostępnej wiedzy i narzędzi. Nie było pstrykania na oślep, walczyło się o każdą fotografię. Po drugie, o umiejętność bycia we właściwym miejscu. Stałoogniskowe to nie zoomy oczywiście, co oznacza, że trzeba się było trochę nachodzić za dobrym ujęciem. Chciało się zrobić zbliżenie, trzeba było podejść bliżej. Wymuszało to pewną dynamikę i bycie razem z bohaterem swojego zdjęcia.

Pomimo braku wielu ułatwień, jakie oferują nam współczesne obiektywy, te z lat osiemdziesiątych miały istotną zaletę – dobre światło. Przez to, że przechodziło przez nie dużo promieni, można było fotografować w ciemniejszych pomieszczeniach. Przysłona w tych obiektywach mogła być otwarta bardzo szeroko, bo aż f/2.8, f2,0 lub f/1.8, a w droższych modelach aż f/1.4. Takie parametry nawet dla wielu dzisiejszych obiektywów są nieosiągalne. Dzięki nim można było osiągnąć bardzo ciekawe efekty w słabszym oświetleniu lub robić zdjęcia szybko przemieszczających się obiektów.

W latach dziewięćdziesiątych technologia wykonała krok do przodu. Pojawiły się tak zwane zoomy. To był prawdziwy szał. Ogniskowa nowych modeli mogła się zmieniać od 28 do 70 lub od 35 do 80. Jednym obiektywem można było robić bardzo różne zdjęcia, co było niezwykle praktyczne. Zamiast torby z kilkoma obiektywami można było mieć jeden wielofunkcyjny. Rosnąca popularność zoomów sprawiła, że to wygodne rozwiązanie stało się w zasięgu moich finansów. Pod wieloma względami ułatwiło mi to pracę, ale nie była to technologia bez wad.

Zoomy miały w porównaniu do stałoogniskowych poprzedników dość słabe światło. Standardowe wartości mieściły się w zakresie od f/4 do f/5.6 lub więcej. O balansowaniu tej niedogodności za pomocą zmiany ISO nie można było w ogóle myśleć. Cały czas królowały wtedy aparaty analogowe, do których wkładało się film o stałej czułości. Jednak zoomy przyniosły ze sobą jeszcze jedną funkcję – autofocus, który co prawda nie rozwiązywał problemów ze światłem, ale zdejmował z fotografa ciężar myślenia o ostrzeniu i pozwalał przenieść więcej uwagi na odpowiednie ustawianie ekspozycji.

Z biegiem lat aparaty analogowe zostały zastąpione przez urządzenia cyfrowe. Wraz z nimi przyszła też możliwość cyfrowej obróbki obrazu, więc bardziej opłacało mi się zainwestować w nową lustrzankę cyfrową i używać zooma jako obiektywu, niż wyszukiwać rzadkie i bardzo kosztowne obiektywy z dobrym światłem do starego analoga.

Wraz z nadejściem lat dwutysięcznych, na rynku zaczęły się pojawiać zoomy z coraz lepszą światłosiłą. To, co kilka lat wcześniej było smaczkiem dostępnym tylko dla nielicznych, powoli wchodziło do standardu. W końcu i w mojej kolekcji pojawiły się obiektywy zmiennoogniskowe z przysłoną f/2.8. Łączyły one w sobie wygodę starych zoomów i światło moich pierwszych stałoogniskowców. Na tamtym etapie myślałem, że naprawdę niewiele im brakuje do ideału.

Jednak dziesięć lat temu pojawiła się jeszcze jedna nowinka – aparaty bezlusterkowe, które bardzo dobrze współpracują z stałoogniskowymi obiektywy z automatycznym ustawianiem ostrości z możliwością otwarcia przysłony do f/1.8. Precyzja i jakość zdjęć robionych za pomocą takiego duetu jest prawie spełnieniem moich marzeń. W przeciwieństwie do w pełni zautomatyzowanych obiektywów z dużym spektrum ogniskowych, stałki są małe i lekkie. Poza tym budzą we mnie dużą sympatię. Z jednej strony pozwalają mi mieć pełną kontrolę nad uzyskanym efektem, a z drugiej mają w sobie nutę „oldschoolu”. W pracy nadal korzystam z bezlusterkowca i zoomów, jednak na własny użytek i do celów twórczych myślę o zestawie, składającym się z cyfrowego bezlusterkowca i kilku manualnych obiektywów o stałej ogniskowej. Ciekawe… zacząłem przygodę z fotografią od podobnych obiektywów. Czyżby historia zataczała koło?

blog

Trójpodział kadru

  • 4 grudnia, 2022

Jedną z pierwszych rzeczy, których uczy się każdy adept sztuki fotograficznej jest trójpodział kadru. Nawet ci, którzy zajmują się tą dziedziną tylko amatorsko z pewnością kojarzą charakterystyczne cztery linie, dwie pionowo i dwie poziomo, dzielące kadr równo co jedną trzecią wysokości. Obecnie wiele smartfonów ma funkcję wyświetlenia takiej siatki na ekranie, żeby ułatwić złapanie odpowiedniego ujęcia. Jednak czy bezwzględne zastosowanie zasady trójpodziału kadru sprawi, że nasze zdjęcie będzie dobre? Niekoniecznie – żeby korzystanie z tej reguły służyło fotografowi i jego pracom, trzeba zrozumieć o co w niej naprawdę chodzi.

Warto zacząć od początku, czyli skąd się wzięła zasada dzielenia obrazu na trzy poziome i pionowe części. Po raz pierwszy opisał ją angielski malarz John Thomas Smith w 1797 roku. Poszukiwał on idealnej proporcji między jasnymi i ciemnymi elementami na obrazie. W wypadku pejzaży, które opisywał, stwierdził, że najbardziej harmonijnie wyglądają te, w których ziemia stanowi dwie trzecie kompozycji. Była ona tym ciemniejszym obszarem, natomiast niebo stanowiło źródło światła. Podobnie sprawa się miała się z kompozycją w poziomie – ściana lub inny poziomy przedmiot powinny kończyć się w dwóch trzecich długości obrazu. Trójpodział jest więc starszy niż sama sztuka fotografii, ale dotyczy jej w takim samym stopniu jak obrazów, do których pierwotnie się odnosił.

Co więcej reguła, podyktowana początkowo wyczuciem artysty okazała się bardzo skuteczna – nie tylko się przyjęła, ale również przetrwała ponad dwuwiekową próbę czasu. Na dodatek współczesne badania wykazały, że ma ona swoje wręcz biologiczne uzasadnienie. Przecięcia się linii, wyznaczających kolejne części obrazu (technika jego wykonania nie ma znaczenia) tworzą tak zwane mocne punkty. Dla ludzkiego oka są one bardzo wygodnymi obszarami do zawieszenia wzroku, ponieważ znajdują się dość daleko zarówno od brzegów, jak i od centrum obrazu. Spojrzenie większości ludzi wędruje po nich, tworząc odwróconą literę „N”. Taka informacja jest bardzo przydatna fotografom, ponieważ pozwala z całkiem dużym prawdopodobieństwem określić, w których miejscach umieścić najważniejsze obiekty na zdjęciu. Ponadto wiedząc, co odbiorca zdjęcia instynktownie uzna za ładne i harmonijne, łatwiej jest komponować fotografie, które znajdą uznanie w szerszym gronie.

Jednak zasada trójpodziału kadru nie jest tabu, którego nie można łamać. Kadry uzyskiwane za jej pomocą są bez wątpienia czyste, intuicyjnie odbierane za fachowe i przemyślane, kompozycyjnie bez zarzutu…Ale niekiedy właśnie przez swoją poprawność nie wywołują żadnego wrażenia. Dlatego twórcy, którzy doskonale zdają sobie sprawę z potęgi tej zasady czasami decydują się ją złamać. Pozwala to uzyskać efekt zaskoczenia, bo mózg odbiorcy rejestruje zaburzenie harmonii i wchodzi w tryb „coś tu jest nie tak”. To z kolei wyostrza zmysły i przykuwa uwagę, a o to właśnie chodzi. Taktykę świadomej rezygnacji z kompozycyjnego konwenansu stosowali m.in. Ansel Adams i Quentin Tarantino, ale też wielu innych wielkich fotografów, filmowców i malarzy. Tylko ci, którzy wiedzą jak ważna dla odbiorcy jest harmonia w kadrze, mogą sobie pozwolić na lekkie rozdrażnienie widza przez chwilowe odejście od ogólnie przyjętych standardów.

Mimo wszystko w używaniu tego typu zabiegów trzeba wykazać się artystycznym wyczuciem i nie przeciągać struny. Szukanie oryginalności na siłę może obrócić się przeciwko fotografowi i zniweczyć cały efekt, jaki można by uzyskać przez prostotę ujęcia. Cała zabawa z kompozycją polega na wyczuciu i wysmakowaniu, jaki sposób pokazania danego obiektu na zdjęciu będzie najlepszy. W większości przypadków sprawdzają się stare sprawdzone sposoby na klasyczne kadrowanie, ale jako fotograf z pasją czasem lubię się podroczyć i ująć dany temat w kadrze trochę inaczej. To coś w rodzaju mrugnięcia do odbiorcy, żeby dać mu znać, że linie trójpodziału to dla mnie podpora, a nie klatka. 

blog

Matryca monochromatyczna

  • 13 maja, 202213 maja, 2022

Fotografia zachwyciła mnie jeszcze w czasach analogowego filmu czarno-białego, który był wystarczający do dokumentowania wspaniałych chwil. Zanim pojawiły się kolorowe filmy fotograficzne, piękne momenty „odmalowywane” były za pomocą gry światła i cienia.

Nawet teraz, mimo że kolorowe zdjęcia zdominowały rynek fotograficzny, ja mam duży sentyment do fotografii czarno-białej. Moim zdaniem, to ponadczasowy styl. Dzięki niemu koncentrujemy się na treści, wydarzeniu, osobie. Przez to, że nie skupiamy się na barwach, możemy zwrócić uwagę odbiorcy na detale, które wcześniej były przytłaczane przez kolor. Na zdjęciu monochromatycznym łatwiej jest dostrzec takie subtelności jak kompozycja, błysk w oczach lub faktura materiału. Pozwala to stworzyć niepowtarzalny klimat zdjęcia, a ta nastrojowość wywołuje emocje. Czarno-białe zdjęcia są nieco bardziej tajemnicze i odrealnione. Różnią się od świata jaki widzimy na co dzień.

Wraz z rozwojem technologicznym weszła do użytku matryca cyfrowa. Ona z założenia ma realizować kolorowy obraz w dobrej jakości. Atrakcyjne połączenie tych dwóch cech zdawało się, że pogrąży fotografię czarno-białą jako relikt przeszłości. Jednak tak się nie stało. Wciąż znajdują się pasjonaci, którzy cenią sobie monochromię. Wobec tego wielu widzi dwa wyjścia: korzystać z efektów oferowanych przez programy graficzne i liczyć się ze stratami na jakości, albo zrezygnować z wygody używania nowoczesnego sprzętu i wrócić  do fotografowania aparatem analogowym z wykorzystaniem czarno-białego filmu fotograficznego.

Jest jednak trzecie rozwiązanie – znacznie ciekawsze. W świecie fotografii cyfrowej są aparaty rejestrujące obraz tylko w czerni i bieli. W efekcie otrzymujemy fotografie o wyższej jakości niż przy tradycyjnej matrycy kolorowej. Chociaż pozbawione koloru, fotografie mają lepszą ostrość, mniejsze zaszumienie, wyższą rozdzielczość i większą rozpiętość tonalną.  Jest to rozwiązanie na tyle wyjątkowe, że wielu fotografów nie zdaje sobie sprawy z istnienia tego typu urządzeń. Mnie one fascynują, bo pozwalają uzyskać „prawdziwe” czarno-białe zdjęcie ze wszystkimi wspomnianymi wcześniej zaletami. Jako osoba, która wychowała się na czarno-białej fotografii, nie mogę nie patrzeć na to bez sentymentu.krasnale, bluszcz. monochromatyczne

  • Facebook
  • Instagram

Ostatnie wpisy

  • Aparaty fotograficzne 8 listopada, 2023
  • Obiektywy 4 października, 2023
  • Czułość matrycy 27 lipca, 2023
  • Wieloplanowość na zdjęciu 13 czerwca, 2023
  • Złota i niebieska godzina 27 marca, 2023

Kategorie

  • aparaty fotograficzne
  • balans bieli
  • blog
  • Czułość matrycy
  • dagerotyp
  • Galerie
  • Voigtländer
  • wieloplanowość na zdjęciu
  • złota i niebieska godzina

bluszcz czarno-białe dagerotyp dzieło fotografia historia krasnale monochrom pozytyw

Theme by Colorlib , website by M.Byczkowski
Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Informacje zapisane w plikach cookies służą zapewnieniu maksymalnej wygody użytkowania strony. Jeżeli wyrażasz zgodę na używanie plików cookies kliknij Tak. TakNie
Privacy & Cookies Policy

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Loading Comments...
 

You must be logged in to post a comment.